PRZYCZÓŁEK DĄBIE 1945

W dniach 01-03.03.2019 roku, nasza reprezentacja wzięła udział w projekcie historycznym autorstwa SRH „Die Freiwilligen”, który tematycznie był osadzony w realiach przełomu lutego/marca 1945 roku. Głównym założeniem tego wydarzenia, było przetrwanie w warunkach leśnych pod ciągłą presją nieprzyjaciela, korzystając jednocześnie z bardzo ograniczonych zasobów. Każdy z uczestników mógł zabrać tylko wyposażenie osobiste, a przy tym wyłączone z użycia były jakiekolwiek elementy współczesne.

Wymarsz w rejon działań miał miejsce w nocy z piątku na sobotę. Zaalarmowani nagłym pojawieniem się oddziałów nieprzyjaciela, wycofaliśmy się z ciepłej i dość przytulnej kwatery (spichlerz) w kierunku obszaru leśnego, mając nadzieję na nawiązanie kontaktu z własnymi wojskami. Niestety, w rejonie koncentracji nie było śladów obecności innych jednostek, a dalsze przemieszczanie się po nieznanym nam obszarze, wiązało się z ryzykiem. Ostatecznie, zajęliśmy pozycje na terenie bagiennym i tam postanowiliśmy przeczekać do rana. Noc była chłodna, temperatura spadła do -6 stopni. Każdy położył się tam gdzie mógł, a jedyną izolację od ziemi, stanowiła złożona na pół celta. Na szczęście niebo było czyste i nie zwiastowało żadnych opadów.

Świt przywitaliśmy z ulgą. Minionej nocy w zasadzie nikt nie spał, poza przerywanymi narastającym chłodem krótkimi drzemkami. Pierwsze ciepłe promienie słońca, gorący posiłek oraz coś do picia, znacząco poprawiły humory, odkładając gdzieś na bok wywołane nieprzespaną nocą zmęczenie.
Padły pierwsze rozkazy. Rozpoznać przedpole i wysłać czujki. W tym czasie część z nas zwijała skromne obozowisko. Po powrocie z patroli i omówieniu sytuacji, zostały podjęte decyzje – ruszmy w kierunku, gdzie – jak mięliśmy nadzieję – napotkamy inne wycofujące się oddziały. Sformowaliśmy kolumnę, którą ubezpieczała dwuosobowa czata. Dodatkowych dwóch żołnierzy zajmowało się szkicowaniem pokonywanej trasy. Map rejonu niestety nie posiadaliśmy, a kto wie, czy taki szkic jeszcze nie okaże się przydatny. Pokonywana droga nie należała do najtrudniejszych, ale mimo to, tempo nie było specjalnie duże. Drobne zapasy, które udało się zabrać przy odskoku ze spichlerza, obciążały kilku z nas, a do tego sam teren po którym się przemieszczaliśmy, wymagał metodycznego przeczesywania.
W okolicy południa zajęliśmy całą kolumną pozycje na wywyższeniu terenu, znajdującym się przy skraju lasu. Mając dość dobry wgląd w zbudowania, znajdujące się na łące niespełna 200 metrów od skraju lasu, a także w wiodącą nieopodal drogę, wysłaliśmy patrole w kolejny leśny kwartał. Po ich powrocie, padł rozkaz dalszego marszu. Teren przed nami był czysty od jakichkolwiek oddziałów.

Projekt „Przyczółek Dąbie 1945”. Na zdjęciu członkowie SRH „Die Freiwilligen” i dwaj członkowie SRH AA7.

Niedługo potem trafiliśmy na miejsce, które wydało się idealne na założenie obozowiska. Z trzech strony otoczone krzewami, pozwalało jednocześnie na szybki odskok w sytuacji, gdyby zaskoczył nas nieprzyjaciel. Mając na względzie kolejną zimną noc, tym razem postanowiliśmy się do niej dużo lepiej przygotować. Dość szybko powstały namioty z celt. Podłogę w nich stanowił „materac” z nazbieranego igliwia, które pozostało po mającym tu wcześniej miejsce wyrębie. Tuż obok rozpalonego tzw. skrytego ogniska, pojawiła się spora pryzma uzbieranego drewna, a rozpakowane worki z zaopatrzeniem zwiastowały tak wyczekiwany ciepły posiłek. Tym razem zimno nie powinno już tak dokuczać i rzeczywiście, ta noc upłynęła dużo lepiej niż wcześniejsza. Temperatura wahała się co prawda w okolicy zera, ale było na plusie. Dużo dało ciepłe jedzenie (w tym upieczone na ogniu kurczaki, które udało się wyrwać z kuchni w chwili odwrotu) oraz kawa zbożowa, której smak w zasadzie odkryliśmy na nowo.

Kiedy tylko przez korony drzew zaczął przebijać się świt, miała miejsce pobudka i szybie śniadanie. Następnie zwinięcie obozowiska i wymarsz w kierunku spichlerza. Jak się okazało, mogliśmy już wrócić na pozycje sprzed odwrotu. Oddziały nieprzyjaciela ponownie oddały folwark.
Po przybyciu na miejsce, dowódca pododdziału zwięźle podsumował całe zadanie. Hasło, które powtarza sobie wielu rekonstruktorów, a mianowicie „Im gorzej, tym lepiej”, zyskało dzięki temu projektowi, nowe, bardziej konkretne oblicze. Dziękując kolegom z SRH „Die Freiwilligen” za zaproszenie do udziału w tym przedsięwzięciu, dziękujemy też za super atmosferę, sympatycznie spędzony czas oraz gratulujemy determinacji w realizacji pomysłu. Mamy nadzieję na kolejne wspólne projekty oraz realizowane razem przedsięwzięcia. Serdecznie pozdrawiamy. Było super. Do rychłego zobaczenia :-).
Zamieszczone powyżej zdjęcie (tak jak i wykorzystane w tytule) jest autorstwa Heidi Stiglitz Photography. Dziękujemy za możliwość ich zamieszczenia :-).